sobota, 4 lutego 2017

Daleki Bliski Wschód

Arranque de caballo, parada de burro - takie powiedzenie mają Hiszpanie na opisanie tego, co my określamy jako słomiany zapał. Tłumaczy się to mniej więcej, start konia i finisz osła. Coś w tym stylu stało się z tym moim blogiem - w przypływie emocji i szczerych chęci go otwarłem, a potem, jak mnie robota i natłok zajęć przycisnęły, to wszystko pozostało w wymiarze dobrych zamiarów.
Jako że dzisiaj w robocie mi trochę ulżyło - lub mówiąc inaczej, wziąłem sobie wolny wieczór - a jednocześnie z nadmiaru nowego materiału do przeprocesowania trochę mi pod czaszką ciasno, postanowiłem wyrzucić z siebie kilka luźnych myśli, by nadać im jakiś konkretny kształt i ulżyć sobie trochę... Na wszelki wypadek nie będę nawiązywał (teraz) do poprzednich podróży, które przeszły do przeszłości nie przechodząc tędy - może kiedyś w tzw. "wolnym czasie" i na zasadzie skojarzeń do nich wrócę - ale skoncentruję się na mojej obecnej podróży, zanim i ona spłowieje czekając w kolejce do opisania.


Jestem w Bejrucie. Dla mniej zaawansowanych w geografii, to stolica Libanu - kraju leżącego nad Morzem Śródziemnym, powyżej Izraela, w sąsiedztwie Syrii. Z Bejrutu do Damaszku jest jakieś 120 kilometrów, czyli tyle, co z Prudnika do Katowic, a z Bejrutu do Aleppo, o którym niedawno było bardzo głośno a teraz już znowu się "zużył" jako temat wiadomości, jakieś 360 km, czyli tyle mniej więcej co z Prudnika do Warszawy.
"Tyś chyba zwariował!", "Uważaj na siebie!", "Musisz tam jechać akurat teraz?!" - to tylko niektóre reakcje moich znajomych na wieść, że wybieram się do Bejrutu. Wbrew tym upiornym wizjom nie latają tutaj kule, nie spadają bomby i życie toczy się tu swoim normalnym, czyli dość chaotycznym rytmem.

Kongres Biblijny organizowany przez Federację Biblijna Bliskiego Wschodu to główny powód mojej wizyty. Wydarzenie to było dobrą okazją, by w końcu odpowiedzieć pozytywnie na kilkakrotnie ponawiane zaproszenie. W kwietniu zeszłego roku, na spotkaniu w Filadelfii przy okazji Zebrania Plenarnego Zjednoczonych Towarzystw Biblijnych, przedstawiciel Bliskiego Wschodu, który jednocześnie był koordynatorem naszej Federacji w tym regionie,  powiedział mi: "potrzebujemy Twojej wizyty jako wyraz solidarności z nami i wsparcia Federacji i Kościoła dla naszej działalności w tych warunkach, w jakich nam przyszło żyć".

Tegoroczny Kongres był 15. z kongresów organizowanych co dwa lata przez Federację Biblijną Bliskiego Wschodu. Uczestniczyli w niej bibliści i animatorzy biblijni z Libanu, Egiptu, Jerozolimy, Iraku, Syrii, Jordanii i Iraku. Na pierwszej kolacji, zaraz po inauguracji kongresu pierwszy zimny prysznic - "Dlaczego wasi biskupi nie słuchają Papieża?!", pyta mnie siostra zakonna z Syrii (doktor teologii biblijnej, absolwentka Gregoriany). Widząc moje wybałuszone oczy dodaje: "Polski Kościół nie chce przyjąć do siebie części ofiar naszej wojny, mimo, ze Papież Franciszek do tego nawołuje". Nie przekonują jej moje wyjaśnienia, że biskupi już tak, ale rząd nie... że mamy teraz w Europie nawrót radykalnych nacjonalizmów... że mamy sporo emigrantów z Ukrainy, co służy za wymówkę rządowi... Na ten ostatni argument odpowiada Abuna (=ksiądz) Pierre z Libanu: "Nas jest w Libanie 4 miliony mieszkańców i przyjęliśmy do siebie 2,5 miliona uciekinierów z Syrii. Obecnie co trzeci mieszkaniec Libanu to uciekinier z Syrii, nie licząc miliona Palestyńczyków, którzy już tu są od dłuższego czasu; jak się chce, to miejsce zawsze się znajdzie...". Kwituję to wstydliwym milczeniem...

Federacja Biblijna Bliskiego Wschodu to dość oryginalna organizacja - jedyna i wyjątkowa w całej Federacji ze względu na swój charakter ekumeniczny - dlatego też, za nasza milczącą zgodą, opuszczają pierwszy człon nazwy (Katolickiej) Federacji Biblijnej. Wynika to z osobliwej kompozycji Kościoła, czy raczej, mówiąc bardziej zgodnie z rzeczywistością, kościołów na bliskim wschodzie. No bo z katolików mamy tu oprócz katolików rzymskich Maronitów, Chaldejczyków, Ormian, Syryjczyków, Koptów i Melchitów - każdy z tych kościołów ze swoim Patriarchą, biskupami, własnym obrządkiem, kalendarzem liturgicznym i lekcjonarzem. Do tego dochodzi Grecki Kościół prawosławny, Kościół Reformowany i kilka innych pomniejszych denominacji chrześcijańskich. Na szczęście istnieje wśród katolików, i jako tako działa, Unia Patriarchów i Biskupów Bliskiego Wschodu - jej przewodniczącym jest Patriarcha Maronitów z Libanu, z siedziba w Bejrucie - mieliśmy zaszczyt z Przewodniczącym Katolickiej Federacji Biblijnej,kardynałem Tagle, gościć u niego w drugim dniu Kongresu na "śniadaniu roboczym". Ciekawostką jest, że kardynał Tagle i kardynał Rahi zostali mianowani kardynałami na tym samym konsystorzu i są ostatnimi kardynałami mianowanymi przez Papieża Benedykta XVI, który wkrótce potem abdykował.

Patriarcha, kardynał Bechara Rahi w centrum, po jego prawej stronie kardynał Luis Antonio Tagle, po mojej lewej stronie nuncjusz. Towarzyszą nam biskupi wikariusze Patriarchy.
Wymiernym efektem tego spotkania jest rozpoczęcie procesu formowania Bliskowschodniego Instytutu Biblijnego. Jest to instytucja, o której mówiło się na Bliskim Wschodzie już od dłuższego czasu i wreszcie udało się nam przekonać Patriarchę, że nadszedł czas rozpoczęcia jej budowania. Instytut będzie działał w trzech wymiarach: egzegeza, tłumaczenia biblijne i animacja biblijna. Wydział egzegezy, który początkowo będzie miał charakter naukowo-badawczy, z czasem ma też zacząć funkcjonować jako fakultet oferujący dyplomaturę i licencjat w zakresie teologii i animacji biblijnej.
Bardzo potrzebne jest jednak rozpoczęcie działalności naukowo-badawczej Instytutu. W samym tylko Libanie istnieje 29 biblistów (kapłanów, sióstr zakonnych i świeckich) z tytułem doktora nauk biblijnych lub teologii biblijnej z uczelni Rzymu, lub innych europejskich uczelni katolickich, prawosławnych i ewangelickich. Kilkunastu więcej rozproszonych jest w innych krajach Bliskiego Wschodu (pokaźna grupa w Jerozolimie, 5 w Syrii, 3 w Iraku i po jednym/dwóch w pozostałych krajach). Wszyscy oni, choć należą do różnych Kościołów, są w prostej linii potomkami pierwszych uczniów Chrystusa. Urodzili się, mieszkają i pracują na ziemiach, po których kroczył Pan Jezus i Jego uczniowie - Tyr i Sydon znajdują się na terytorium Libanu, Paweł przechodził tędy w drodze do i z Damaszku, który jest stolica Syrii... Gdy oni czytają, studiują i rozważają słowa Pisma Świetego robią to inaczej niż my, bo Biblia to przede wszystkim ich księga, pisana przez ich przodków.
Na Bliskim Wschodzie powstało i powstaje wiele publikacji biblijnych. Publikuje tu też wielu biblistów na codzień wykładających na uczelniach całej Europy. Dorobek ten jednak dostępny jest jedynie dla wąskiego grona biblistów Bliskiego Wschodu i kilkunastu innych pasjonatów, którzy zadali sobie trud nauczenia się języka arabskiego.


Niektóre w wielu publikacji biblijnych w języku arabskim.

Koordynacją i popularyzacją tych badań oraz tłumaczeniem ich na inne języki ma się zajmować Instytut Biblijny Bliskiego Wschodu.
Innym, bardzo potrzebnym i pilnym wymiarem jego działalności ma być skoordynowana animacja biblijna na wszystkich poziomach kościołów chrześcijańskich Bliskiego Wschodu i formacja animatorów biblijnych do prowadzenia tego typu działalności duszpasterskiej.




Przy okazji tego Kongresu Biblijnego, na goszczącym nas Uniwersytecie Notre Damme otwarta została wystawa biblijna przygotowana przez grupę biblijną o nazwie Kalimat Hayat (Słowo Życia), która zajmuje się szerzeniem Słowa Bożego pośród młodzieży Bliskiego Wschodu (w "realu" i na Facebooku) i wkrótce zapewne dołączy też do grona instytucji zrzeszonych w Katolickiej Federacji Biblijnej.

Wizyta na Bliskim Wschodzie pomogła mi odkryć prawdziwe oblicze tego Kościoła, tworzonego przez chrześcijan różnych denominacji, których jednoczy wspólny trudny los i głęboka miłość do Chrystusa i do Słowa Bożego.

Warto sobie uświadomić i pamietać, że Bliski Wschód to nie tylko bomby, zamachy, terroryzm i wojny, ale przede wszystkim ludzie; ludzie z pogmatwaną historią, żyjący w skomplikowanej i konfliktowej rzeczywistości, ale także ludzie głębokiej wiary, którzy mogą nas ubogacić, jeśli im na to pozwolimy i im w tym pomożemy.

środa, 7 września 2016

Misja pod baobabem

Na początek, dla zaspokojenia pierwszego głodu i w odpowiedzi na dość liczne pozytywne reakcje na te propozycję bloga, zamieszczam tekst trochę odbiegający formą od tego co zapowiadałem - bo to artykuł napisany do naszego werbistowskiego "Misjonarza", więc trochę "poważny" - ale powstały w efekcie jednej z moich pierwszych "podróży służbowych" - było to w listopadzie 2014, a podróż była do Ghany i Togo.
Artykuł ukazał się w marcowym numerze "Misjonarza" z roku 2015. Ale tutaj będzie więcej zdjęć, bo w "Misjonarzu" nie wszystkie się zmieściły... ;)
No to jedziemy do Togo!

wtorek, 6 września 2016

Z Biblią przez świat...

- Co ty się tak wozisz po świecie?!
- Gdzie ty znowu lecisz?!
- Co ty właściwie robisz?!
Tego rodzaju pytania (i inne komentarze, których pozwolę sobie nie cytować) słyszę dość często. Dlatego też, choć na nadmiar czasu i brak pracy nie narzekam, zamierzam się zmobilizować do w miarę regularnego dzielenia się refleksjami i wrażeniami z moich "podróży służbowych".
Mniej zorientowanych życzliwie informuję, że od stycznia 2014 pracuję dla Katolickiej Federacji Biblijnej (KFB albo z angielskiego CBF) jako Sekretarz Generalny, co w języku biznesowym określa się także jako jako CEO lub Executive Director. Więcej informacji na ten temat można znaleźć tutaj.
Jednym z podstawowych zadań Sekretarza Generalnego jest utrzymywanie kontaktu z instytucjami, które są członkami KFB, i udział w zebraniach regionalnych oraz reprezentowanie KFB na różnych forach kościelnych i nie tylko. W związku z tym tylko w bieżącym roku już ponad 60 razy wsiadałem i wysiadałem z samolotu i zaczynam już być niezłym specjalistą od poruszania się po lotniskach i kontrolach paszportowych.
Ale, jak mówi nasze ludowe powiedzenie, "podróże kształcą". A mój przyjaciel Jezus Ben Syrach mówi nawet , że pomagają w osiągnięciu mądrości (Syr 34,9-12). I choćbym mógł uczynić swoimi jego słowa "wiele widziałem w moich podróżach i więcej wiem, niż wypowiedzieć potrafię", to jednak będę się starał jakoś ująć w słowa (i od czasu do czasu wesprzeć także obrazem) przeżycia, wrażenia czy choćby tylko zwykłe informacje z moich podróży "z Biblią po świecie".
Jako że zakładam tego bloga z myślą o moich krewnych, współbraciach, przyjaciołach i znajomych, więc styl będzie raczej nieformalny. No i najważniejsze: będzie po polsku (a czasem po "polskiemu", bo mi się już czasami języki plączą...), i to z dwóch powodów - no bo to dla swoich, ale także dlatego, by, jeśli ktoś to pchnie dalej i więcej ludzi zacznie to czytać, przybliżyć polskiemu katolikowi (nie tylko praktykującemu ale i temu "kulturowemu") trochę innej rzeczywistości kościelnej. Z tego drugiego powodu będzie też "bez cenzury", tzn. nie będę poprawnie politycznie starał się rzeczy tłumaczyć (raz, że nie warto, a po drugie nie mam na to czasu), tylko będę się dzielił tym co widzę i tak, jak ja to widzę. Bo jak mówi inne przysłowie: "mądrej glowie dość po słowie" a tej drugiej to nawet i cykl konferencji nie pomoże...
No to by było na tyle "deklaracji programowych". A pierwsze wrażenia, już w następnym wpisie... mam nadzieję, że jeszcze w tym roku! ;)